Zasiadam do Was po kolejnej długiej przerwie. Wiem, że niektórzy tęsknili! Zastanawiam się tylko jak mam napisać tego posta.. Czy połączyć w...
tournée po Polsce
Zaraz po przyjeździe do Danii, w niedzielę rano zorientowałam się, że wzięłam wszystko poza chlebem, wędliną i serem żółtym. Szybko się ogar...
Czy życie w Danii jest drogie.?
Od kilku tygodni na tym naszym pięknym FB trwa burza dotycząca uchodźców. Nasze społeczeństwo jest bardzo podzielone. Ja już sama nie wiem c...
Jestem na nie.

Mieszkając w Danii widzę te różne narodowości od rana do wieczora. Mimo, że Herning jest małym miastem jest ich bardzo dużo. Najlepiej zaobserwować to już o 8 rano, w szkole języka duńskiego. Większość "uczniów" to uchodźcy z różnych Państw: Syria, Liban etc. Jedna z nauczycielek opowiadała nam, że czasami boi się przychodzić na zajęcia ze względu na zachowanie tych ludzi. Już raz miała sytuację, gdzie doszło do rękoczynów między bardziej, a mniej wierzącymi muzułmanami. Wyobraźcie sobie, że siedzicie na zajęciach, chcecie się nauczyć czegoś aż tu nagle ktoś zaczyna się z kimś bić, przez różnicę zdań.? Przecież to jest chore.! To jeszcze nic.
Ostatnio nie potrafię się skupić na niczym. Już od tygodnia zaczynam nowe posty i ich nie kończę, tylko kasuję. Po tym miesiącu w Polsce jes...
wakacje, wakacje i po wakacjach.
Przyjechaliśmy najpierw na wesele Patryka brata, które było w Ślesinie, pod Koninem, ponieważ stamtąd pochodzi Panna Młoda. Wszystko było naprawdę na wysokim poziomie. Wesele odbyło się w Ośrodku Bernardynka, szczerze polecam. Jako gość bawiłam się tam bardzo dobrze. Nie dość, że piękna lokalizacja, ponieważ ośrodek znajdował się nad jeziorem, to jeszcze jedzenie było przepyszne i bardzo miła obsługa. Czego chcieć więcej.? Czego więcej gościom brakuje.? Niczego. Ważne, aby pojeść, popić i się pobawić, a tutaj zabawa była mega udana dzięki zabawnemu wodzirejowi. W ogóle pierwszy raz byłam na weselu gdzie był DJ i powiem szczerze, że było mega.! Dodatkowym plusem było to, że w końcu mogłam poznać całą rodzinę od strony Patryka. I spotkać znajomych, których nie widziałam już kupę czasu. Właśnie jedną z tych osób na których widok się bardzo ucieszyłam był fotograf (White Lights.), z którym współpracuję już od kilku lat. Para Młoda pięknie prezentowała się na weselu, więc zdjęcia na pewno będą magiczne. Zresztą już część z nich można było zobaczyć podczas zabawy. Mówię Wam bajka.!
Po weselu pojechaliśmy prosto do Kołobrzegu na zasłużony odpoczynek. Tam to ja mam jak w raju.! Babcie stęsknione za Juleczką przejęły opiekę nad nią, więc mogłam sobie spać do południa i skupić się na swoich przyjemnościach.
Mimo, że byłam tam trzy tygodnie nie udało mi się spotkać ze wszystkimi znajomymi. Część już wyjechała, część pracuje, ja też zabiegana byłam ponieważ cały czas pracowałam nad tym, aby moja firma rozwijała się jak najlepiej. Jeszcze dodatkowo uruchomiłam opcję z dojazdem do klienta. Także cały czas byłam w biegu. Ale nie byłabym sobą gdybym nie miała zbyt wielu rzeczy na głowie.
Z Patrykiem planowaliśmy polecieć gdzieś na wakacje tylko we dwoje, ale Grecja upada, w Hiszpanii mega wysokie ceny, a Turcja odpada z przyczyn wiadomych. Naprawdę strach teraz gdziekolwiek lecieć. Dodatkowo też trochę rodziny odwiedziło nas w Kołobrzegu, Patryk miał tylko 2 tyg urlopu i ciężko było cokolwiek większego nam zaplanować. Postawiliśmy na Sopot w tym roku. I nie żałujemy, bo naprawdę było cudownie.
Pierwszy wyjazd, którym zajął się Patryk od A do Z. Ja po prostu się spakowałam i pojechałam. Spaliśmy w apartamencie Due Passi na Monciaku, także wszędzie blisko. Apartamenty naprawdę bardzo zadbane. Tak jak na zdjęciu tak i w rzeczywistości. Polecamy ;)
Od razu po przyjeździe poszliśmy sobie na spacer. Najlepsze jest to, że po 10 min spaceru spotkaliśmy naszych przyjaciół z Aarhus. Mimo, że mieszkamy od siebie 45min, nie mamy tak okazji spotkać się co chwilę. Ale proszę Sopot miasto spotkań polsko-duńskich ;)
Także towarzystwo było, pogoda udana była, czego chcieć więcej.!
Ale atrakcji w Sopocie nie brakowało.! Patryk poprosił mnie o rękę.! Wróciłam już jako narzeczona.! O matko to było jak romantyczne i totalnie niespodziewane. Tzn, po weselu mu trułam trochę i ciągle gdzieś tam poruszałam ten temat, nawet myślałam, że może ten wyjazd zmieni mój "status", ale w minął jeden dzień, drugi dzień, więc trzeciego dnia straciłam nadzieje. Najpierw poszliśmy do kina na TED 2, kretyński film, potem na spacer i tak sobie rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. Zaczęły się pytania czy ja go kocham, czy wyobrażam sobie życie z nim. Nie wzbudziło to moich podejrzeń, bo tak często sobie rozmawialiśmy, ale jak to ja musiałam zrobić coś głupiego i tak żartem sprawdziłam mu kieszenie przednie, ale nic nie było więc wyluzowałam. A on nagle mnie obraca, sięga ręką do tylnej kieszeni i zaczyna "Moniko Anno Bednarczyk". Ja się tak zdziwiłam, że zaczęłam go mocniej przytulać i nie dałam mu dobrze klęknąć. On otworzył pudełeczko, a ja taka zdziwiona zaczęłam krzyczeć "Nie, nie robisz tego, nie, nie, nie, O matko TAK.!".
I w ten sposób piękny pierścionek znalazł się na moim palcu. Jednak to jest tak magiczna chwila, że szok. Mogłabym codziennie słyszeć to pytanie.! Zresztą cały wieczór nie mogłam się skoncentrować na niczym. Cały czas patrzyłam na pierścionek i mojego narzeczonego.
Ale naprawdę od roku twierdziłam, że znam go tak dobrze, że od razu przewidzę kiedy będzie chciał to zrobić. Faktycznie był trochę dziwny tego dnia, ale nie sądziłam, że tak się będzie stresował. Przecież wiadomo, że powiedziałabym "tak". Ale jak widać potrafi mnie jeszcze zaskoczyć, porządnie ;)
Do domu wróciliśmy zaręczeni. Mało kto w ogóle zwrócił na to uwagę, ponieważ większość wyszła z założenia, że to był czas najwyższy. Zresztą na weselu słyszeliśmy tylko "A kiedy Wasz ślub" "A kiedy drugie dziecko". Także oficjalnie już dostosowujemy się do społeczeństwa i za dwa lata ślub, i drugie dziecko, żeby nie było :)
Ostatnio dostałyśmy propozycję przetestowania kubeczka niekapka firmy NUK. Początkowo zastanawiałam się czym zda on egzamin u nas, bo takich...
Prawdziwy NIEKAPEK
Jak dla mnie kubeczek jest doskonale przystosowany do wieku dziecka, jedynie brakuje mi miarki z boku. Łatwiej by mi było sprawdzić ile Julka wypiła soczku.
1. Wygląd kubeczka. Dostępny jest w kolorze limonkowym i turkusowym z ładnymi nadrukami.
2. Kontrastowe kolory (kubeczek, ustnik) wzbudzają zainteresowanie dziecka.
3. Jest obrotowy i dziecko może pić z każdej strony.
4. Wielkość kubeczka jest idealna dla małych rączek, maluch nie ma problemu z chwytaniem go. Jest lekki.
5. Wykonany jest z wytrzymałych materiałów. Nasz zaliczył wiele upadków i do tej pory nie ma żadnej rysy.
6. To jest prawdziwy NIEKAPEK, z którego nie leci żadna kropelka.
7. Składa się z trzech elementów, które w bardzo prosty sposób się łączą.
8. Bogu dzięki, można go myć w zmywarce.
9. Na pewno przyczynia się do nauki picia.
10. Wykonany został w Niemczech, a nie w Chinach jak większość produktów tego typu.
11. Nie posiada BPA, który jest szkodliwy dla zdrowia.
1. Cena. Myślę, że cena może przestraszyć niektóre osoby i nie będą patrzyły na zalety jakie posiada ten magiczny kubeczek. Chociaż jak dla mnie jest idealny.
________________________________________________________________________
Podsumowując kubeczek testowany od tygodnia jak najbardziej sprawdził się u nas w domu. W końcu Juleczka nauczyła się sama pić, bez nerwów. Jak najbardziej polecam.!
Jednak te święta były inne niż wszystkie.! Wszystko za sprawą naszej kochanej Juleczki <3
Christmas time
W tym tygodniu Juleczka została poproszona o przetestowanie zabawki pinGO. Jest to malutki pingwinek, który podobnie do Mr B (możecie pr...
pinGO
Jest to malutki pingwinek, który podobnie do Mr B (możecie przeczytać o nim tu) ma magiczne właściwości. Otóż pinGO można zabrać wszędzie: na plażę, na spacer, na kulki, do restauracji. Jednak nie tylko to jest w nim takie fajne. W tym małym pingwinku znajduje się wkład, który może nas ochłodzić lub ocieplić. I dlatego my zabraliśmy go na plażę, aby dał troszkę chłodku nie tylko Juleczce.
Początkowo nie byłam do niego przekonana. Myślałam, że Juleczka jest jeszcze za malutka i nie zainteresuję ją kolejna maskotka. Jednak byłam w błędzie. Pingwinek od razu spodobał się mojemu dziecku i z chęcią wyciągnęła do niego rączki. PinGO zrobiony jest z bardzo milutkiego dla dziecka materiału, a dodatkowo jego brzuszek jest biało-niebieski, a to połączenie kolorów przyciąga uwagę. Zabawka ta ma na celu ukojenie bólu kiedy dzieci uczą się raczkować, chodzić lub wstawać. Nasza mała gwiazda używa go przy ząbkowaniu.
Aby ogrzać pinGO wystarczy wsadzić wkład do ciepłej wody na 10minut (nie gotować.!), a w celu schłodzenia wystarczy wsadzić wkład do zamrażalki na minimum 2h. Trzeba pamiętać, że wkłady należy trzymać tylko i wyłącznie w maskotce w odstępach 20min.
Małego pinGO możecie kupić tu:http://lullalove.com/produkty/pingo/ już za 49zł. W zestawie dostaniecie dwa wkłady ;)
Od dzisiaj największym zainteresowaniem u naszego dziecka cieszą się stópki. Już zabawki mogą nie istnieć, skoro można brać stopy do buzi. ...
najsmaczniejsze są...
Ostatnie dni były piękne. Słoneczko świeciło, cieplutko było nic tylko się cieszyć. Niestety pogoda na weekend nie dopisała, ale nie można ...











