18:42
Nasza Bunia już ma 12 tygodni.! Aż szok, kiedy to zleciało.. Dzisiaj ciocia Dagmara zrobiła nam niespodziankę i uwieczniła to nasze cudo. ...
Dagmara Kilian Fotografia
14:11
Co potrzeba:
* 2 cukinie
* ser feta
* pomidory suszone
* 4 plasterki wędliny
* pieprz
* tymianek
* bazylia
* 2 łyżki oliwy z oliwek
Sposób przygotowania:
Najpierw należy umyć cukinie i wytrzeć do sucha. Następnie kroimy je na cienkie krążki i wydrążamy miąższ ze środka. Ser feta przekładamy do miseczki i rozdrabniamy go. Wędlinę kroimy w małą koteczkę, a pomidory kruszymy i dodajemy do sera feta. Wszystko doprawiamy do smaku pieprzem, tymiankiem i bazylią. Na patelnię wlewamy oliwę z oliwek i smażymy nasze krążki po 2 min z każdej strony.
Co potrzeba: * 2 cukinie * ser feta * pomidory suszone * 4 plasterki wędliny * pieprz * tymianek * bazylia * 2 łyżki oliwy z oliwe...
#21 Smak dnia - faszerowane cukinie
Co potrzeba:
* 2 cukinie
* ser feta
* pomidory suszone
* 4 plasterki wędliny
* pieprz
* tymianek
* bazylia
* 2 łyżki oliwy z oliwek
Sposób przygotowania:
Najpierw należy umyć cukinie i wytrzeć do sucha. Następnie kroimy je na cienkie krążki i wydrążamy miąższ ze środka. Ser feta przekładamy do miseczki i rozdrabniamy go. Wędlinę kroimy w małą koteczkę, a pomidory kruszymy i dodajemy do sera feta. Wszystko doprawiamy do smaku pieprzem, tymiankiem i bazylią. Na patelnię wlewamy oliwę z oliwek i smażymy nasze krążki po 2 min z każdej strony.
12:31
I stało się kolejny numerek podskoczył do góry.. 21 lat jak to brzmi.. Jeszcze dwa tygodnie temu nie pamiętałam, że moje urodziny się zbl...
birthday
I stało się kolejny numerek podskoczył do góry.. 21 lat jak to brzmi..
Jeszcze dwa tygodnie temu nie pamiętałam, że moje urodziny się zbliżają. Dopiero tata dzwoniąc i pytając co bym chciała dostać przypomniał mi o tym. Dzień jak każdy inny. Wtorek. Bardziej ekscytuje mnie fakt, że moje dziecko kończy dzisiaj 11 tygodni. Od 11 tygodni każdy wtorek i każdy czternasty miesiąca jest świętym. A moje urodziny to już tylko kolejny numerek. Nie czuję tego. Szczerze powiem, że nawet mam lekkiego doła. Tyle się zmieniło rzeczy w moim życiu. Rok temu o tej porze to ja leczyłam kaca i w życiu nie pomyślałabym, że za kilka dni dowiem się, że zostanę mamą a tu proszę.. taka niespodzianka.
Nigdy bym nie cofnęła czasu, ale czasami mam poczucie, że nie dałam z siebie wszystkiego. Cholernie brakuje mi studiowania, takiej wolności. Już jest poważnie. Ja jestem poważna. Zupełnie inaczej na siebie patrzę. Jeszcze niedawno śmigałam w obcasach po 12cm, a teraz tylko, aby było płasko i wygodnie. Wydaje mi się, że w tych szpilkach wyglądam wulgarnie, a przecież nie wypada. Wielu rzeczy bym już nie zrobiła.. Czasami czuję się nieatrakcyjna, zaniedbana. Czasami mam ochotę się lepiej ubrać, ale po co skoro za chwilę Julce się uleje.. Codziennie też praktykuję najsłynniejszą dietę "od jutra". Po całym dniu kiedy chodzę niewyspana mam ochotę walnąć się na łóżko i pójść spać, a nie ćwiczyć czy rezygnować z przyjemności typu czekolada.. To nie jest tak, że ja się teraz skarżę, ja po prostu jestem zdziwiona jak to wszystko się zmieniło. Teraz wszystko kręci się wokół Julki i tego, aby ona była szczęśliwa. Sama siebie zepchnęłam na dalszy plan. Wiem, że ona jeszcze nie rozumie za dużo, ale chcę dawać jej dobry przykład od małego. To jest takie śmieszne, że jeszcze niedawno wszystko kręciło się dookoła mnie. Życie jest takie nieprzewidywalne. Kiedyś cieszyłam się jak jak zrobiłam coś dla siebie, a teraz najbardziej cieszę się jak moje dziecko zrobi kupkę i nie ma kolki.
Czasami mam wrażenie, że jeszcze nie dojrzałam do tego wszystkiego, że brakuje mi jeszcze tych dwóch lat na ogarnięcie się i przyzwyczajenie do myśli, że będę mamą. Ale z drugiej strony wiem, że Julka to najlepsze co mi w życiu wyszło. Kiedy tak na nią patrzę to nie mogę w to wszystko uwierzyć. Początkowo miałam wrażenie, że ktoś przyjdzie i mi ją zabierze, bo ja się nią tylko opiekuje. Teraz wiem, że ktokolwiek ją ruszy oberwie, bo ten skarb jest tylko mój.
Jeszcze dwa tygodnie temu nie pamiętałam, że moje urodziny się zbliżają. Dopiero tata dzwoniąc i pytając co bym chciała dostać przypomniał mi o tym. Dzień jak każdy inny. Wtorek. Bardziej ekscytuje mnie fakt, że moje dziecko kończy dzisiaj 11 tygodni. Od 11 tygodni każdy wtorek i każdy czternasty miesiąca jest świętym. A moje urodziny to już tylko kolejny numerek. Nie czuję tego. Szczerze powiem, że nawet mam lekkiego doła. Tyle się zmieniło rzeczy w moim życiu. Rok temu o tej porze to ja leczyłam kaca i w życiu nie pomyślałabym, że za kilka dni dowiem się, że zostanę mamą a tu proszę.. taka niespodzianka.
Nigdy bym nie cofnęła czasu, ale czasami mam poczucie, że nie dałam z siebie wszystkiego. Cholernie brakuje mi studiowania, takiej wolności. Już jest poważnie. Ja jestem poważna. Zupełnie inaczej na siebie patrzę. Jeszcze niedawno śmigałam w obcasach po 12cm, a teraz tylko, aby było płasko i wygodnie. Wydaje mi się, że w tych szpilkach wyglądam wulgarnie, a przecież nie wypada. Wielu rzeczy bym już nie zrobiła.. Czasami czuję się nieatrakcyjna, zaniedbana. Czasami mam ochotę się lepiej ubrać, ale po co skoro za chwilę Julce się uleje.. Codziennie też praktykuję najsłynniejszą dietę "od jutra". Po całym dniu kiedy chodzę niewyspana mam ochotę walnąć się na łóżko i pójść spać, a nie ćwiczyć czy rezygnować z przyjemności typu czekolada.. To nie jest tak, że ja się teraz skarżę, ja po prostu jestem zdziwiona jak to wszystko się zmieniło. Teraz wszystko kręci się wokół Julki i tego, aby ona była szczęśliwa. Sama siebie zepchnęłam na dalszy plan. Wiem, że ona jeszcze nie rozumie za dużo, ale chcę dawać jej dobry przykład od małego. To jest takie śmieszne, że jeszcze niedawno wszystko kręciło się dookoła mnie. Życie jest takie nieprzewidywalne. Kiedyś cieszyłam się jak jak zrobiłam coś dla siebie, a teraz najbardziej cieszę się jak moje dziecko zrobi kupkę i nie ma kolki.
Czasami mam wrażenie, że jeszcze nie dojrzałam do tego wszystkiego, że brakuje mi jeszcze tych dwóch lat na ogarnięcie się i przyzwyczajenie do myśli, że będę mamą. Ale z drugiej strony wiem, że Julka to najlepsze co mi w życiu wyszło. Kiedy tak na nią patrzę to nie mogę w to wszystko uwierzyć. Początkowo miałam wrażenie, że ktoś przyjdzie i mi ją zabierze, bo ja się nią tylko opiekuje. Teraz wiem, że ktokolwiek ją ruszy oberwie, bo ten skarb jest tylko mój.
16:13
Przepis znaleźliśmy w książce Pyszne 25, jednak trochę go przerobiliśmy. Co potrzeba: 600g polędwiczki wieprzowej mix sałat 2 jabłka...
#20 Smak dnia - polędwiczki wieprzowe w marynacie
Przepis znaleźliśmy w książce Pyszne 25, jednak trochę go przerobiliśmy.
Co potrzeba:
600g polędwiczki wieprzowej
mix sałat
2 jabłka
migdały
2 torebki ryżu
oliwa z oliwek
marynata:
2 łyżki miodu lipowego
2 łyżki musztardy delikatesowej
2 łyżki sosu sojowego
świeży tymianek i bazylia
Sposób przygotowania:
Polędwiczki kroimy w małe kawałki. Składniki marynaty łączymy. Polędwiczki wkładamy do miski i zalewamy to marynatą. Wszystko odstawiamy na 30min. Ryż gotujemy. Sałatę myjemy i wrzucamy do miski. Jabłka kroimy w kosteczkę, a migdały prażymy na patelni z oliwą z oliwek. Polędwiczki wyjmujemy z marynaty i smażymy na rozgrzanej patelni przez 20 min. Układamy wszystko na talerzu.
Co potrzeba:
600g polędwiczki wieprzowej
mix sałat
2 jabłka
migdały
2 torebki ryżu
oliwa z oliwek
marynata:
2 łyżki miodu lipowego
2 łyżki musztardy delikatesowej
2 łyżki sosu sojowego
świeży tymianek i bazylia
Sposób przygotowania:
Polędwiczki kroimy w małe kawałki. Składniki marynaty łączymy. Polędwiczki wkładamy do miski i zalewamy to marynatą. Wszystko odstawiamy na 30min. Ryż gotujemy. Sałatę myjemy i wrzucamy do miski. Jabłka kroimy w kosteczkę, a migdały prażymy na patelni z oliwą z oliwek. Polędwiczki wyjmujemy z marynaty i smażymy na rozgrzanej patelni przez 20 min. Układamy wszystko na talerzu.
22:08
Początek tygodnia nie był dla nas łaskawy. We wtorek mała wstała nam o 5 nad ranem i cały czas płakała. Nawet bidna nie chciała się zd...
good day
Początek tygodnia nie był dla nas łaskawy.
We wtorek mała wstała nam o 5 nad ranem i cały czas płakała. Nawet bidna nie chciała się zdrzemnąć jak w zwyczaju miała. Cały czas płakała i się prężyła. W końcu zdesperowana zadzwoniłam do lekarza, ponieważ nie mogłam już patrzeć jak się biedna męczy. Trzymanie diety cały czas nie pomagało. Stwierdziłam, że może przerzucę ją na mleko sztuczne i może to pomoże. Lekarz polecił mi Bebilon Pepti. Niestety mała jest już wyczulona na różne smaki i nie zasmakowało jej to mleko. Od samego początku pluła i się krzywiła. Zrobiłam dwa podejścia i nic. Wróciłyśmy do mojego pokarmu. Cwaniara już była tak wyczulona na moją chęć oszustwa, że potem nie chciała jeść z butli tylko prosto od mamusi. Także w ciągu dnia nie mogłam nawet nigdzie sama wyjść na dłużej bo bałam się ryzykować.
Poza tym w tym dniu pogoda była taka beznadziejna.. szaro, zimno, kropił deszcz. Aż nieprzyjemnie było wyjść z domu. Pochodziłyśmy trochę po mieście, ale nawet w trakcie spaceru mi płakała, jak nigdy. Cały czas rozdrażniona. Ja już nie wiedziałam co mam robić. Patryk jeszcze miał dwa treningi, także byłam cały czas sama. Już też byłam mega zmęczona tym wszystkim. Oczywiście przy zasypianiu też był problem. Pół godziny musiałam śpiewać jej "Twinkle twinkle". Podejrzewam, że zasnęła tylko dlatego, że miała dosyć mojego fałszowania. W końcu nadeszła moja godzina dla siebie. Szybko poszłam się kąpać, ale byłam tak padnięta, że zamiast umyć się płynem pod prysznic to umyłam się szamponem. Ledwo na oczy widziałam. A jak język mi się plątał to dopiero było coś. Nawet nie umiałam się dobrze wysłowić. We środę było to samo.
Dopiero od wczoraj Bunia ma dobre dni. Od rana tylko się cieszy, śpi i je. Coś niesamowitego. Szczerze mówiąc od wczoraj to ja nawet nie wiem, że mam dziecko. Nagle poranne kolki odeszły. Zapewne, nie na zawsze, ale chociaż dwa dni wolnego od krzyków. Nawet wieczór wczorajszy był udany. Bunia szybko zasnęła po tym jak zafundowałam jej kolejne 30min fałszowania i przeczytałam książeczkę. Jest taka urocza jak słucha kiedy czytam jej bajki. A jak zmieniam głosy to robi takie zdziwione minki. Niby taki mały człowieczek a już tyle rozumie. Cudowne.!
Dzisiaj młoda spała z tatusiem w łóżku i już dla mnie nie było miejsca także skorzystałam z tego i w końcu pofarbowałam włosy. Ba.! Nawet się pomalowałam. Uwierzcie, że to jest mój mały sukces. Taka miła odmiana, po tym jak wszystko robiłam w biegu i nie miałam czasu dla siebie.




















