Latest Posts

Dzień dziecka tuż tuż. Co prawda my już prezent dla Julci mamy, ale chętnie przedstawię Wam moje propozycje na dzień dziecka dla malucha do ...

Dzień dziecka tuż tuż. Co prawda my już prezent dla Julci mamy, ale chętnie przedstawię Wam moje propozycje na dzień dziecka dla malucha do 2 lat. Ja jestem z tych mam, które lubią naukę przez zabawę, z własnego doświadczenia. Jak byłam młodsza, "podstawówkowa", to lubiłam bawić się w szkołę. W ogóle moim marzeniem było zostać nauczycielką, do tej pory nie wiem co robię na Fashion, ale to już inna sprawa. Za każdym razem jak się uczyłam to wyciągałam białą tablicę na której pisałam wszystkie regułki, słówka z angielskiego do nauki, etc. Ale nie byłam taką lamą i nie miałam uczniów, co to to nie.! Ja miałam mnóstwo uczniów, wszystkie moje pluszaki miały długopisy, zeszyty, nawet dziennik prowadziłam, w którym były oceny, nawet te niedostateczne, bo nie pamiętałam odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie. Tak tak sama siebie przepytywałam. To była moja cudowna metoda na naukę. Kiedyś jak to opowiedziałam Patrykowi to nie mógł przestać się śmiać, ale myślę, że to było dla mnie dobre. I się uczyłam i się bawiłam. Kiedyś byłam mega kujonem, ach piękne czasy.. 

Ale nie o tym mowa, przejdźmy do propozycji. Part I: 



1. Poppity Pop od Fisher Price.

Poppity Pop to niebieski, muzyczny dinozaur, który zamiast grzbietu ma trampolinę. Dzięki temu dzieci mogą wrzucać do niego kolorowe piłeczki (6 w zestawie). Piłeczki skaczą w górę i w dół, a nawet wyskakują z zabawki górą bądź turlają się przez paszczę dinozaura. Zabawka jak widzicie jest rozwijająca, ponieważ dziecko wie, że muzyka zacznie grać, gdy wrzuci piłeczkę, akcja- reakcja. Kolorowe piłeczki również przyciągają uwagę malucha zwłaszcza jak wylecą trochę dalej i dziecko musi pójść po nie. Teoretycznie jest to zabawka od 6-36 miesięcy, jednak u nas sprawdziła się dopiero jak Julka skończyła rok i zrozumiała, że piłeczki nie tylko się gryzie ;) Jedynym minusem jest to, że zabawka jest dosyć głośna, nawet na najniższym poziomie. Rano na pewno jest w stanie postawić szybko wszystkich na nogi.! Cena ok. 150zł

Zobaczcie sami jak działa. 













2. Kostka interaktywna od Smiki

Moje dziecko kocha zabawki, które mają wiele funkcji. Staramy się kupować jej jak najwięcej rozwijających zabawek, ale tę akurat dostała w prezencie także nie jestem w stanie powiedzieć ile kosztuje. Kostka składa się z sześciu różnych elementów, które można dowolnie łączyć ze sobą. Każda ściana kostki jest inna i dzięki temu można wykonywać różne czynności. Zdaniem psychologów najlepsze nauka jest przez zabawę, a takie kostki jak najbardziej temu sprzyjają. 











3.Aktywne pudełeczko

Dawno, dawno temu pisałam już o tej zabawce, ale chętnie Wam przypomnę. Ponadto zobaczcie jak Julcia zmieniła się w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy..
Jest to kolejna zabawka, która składa się z kilku mniejszych, które rozwijają zdolności dziecka. Po jednej stronie pudełka znajdziemy zegar w kształcie sowy, mini komputer i koło, na którym są zwierzęta wydające odgłosy. A po drugiej stronie mamy wiatraczek z muzyczką, mini fortepian oraz mini telefon. Na górze natomiast jest mini kolejka, która rozwija koordynację ruchową oraz logiczne myślenie. 





Wkrótce part II. 

W komentarzu napiszcie jakie jeszcze zabawki polecacie.!





Co potrzeba.? * 0,5 kg świeżego łososia * 2 pomarańcze * sok z cytryny * woreczek ryżu  * szczypiorek * sól, pieprz Jeszcze tak pro...

Co potrzeba.?

* 0,5 kg świeżego łososia
* 2 pomarańcze
* sok z cytryny
* woreczek ryżu 
* szczypiorek
* sól, pieprz

Jeszcze tak prostego i dobrego przepisu Wam nie serwowałam. 

Sposób przygotowania: 

Łososia doprawiamy do smaku i kropimy sokiem z cytryny, pieczemy bądź grillujemy. Pomarańcze kroimy w plastry i układamy na talerzu. Ryż gotujemy według przepisu na opakowaniu. Wszystkie składniki przekładamy na talerz i posypujemy szczypiorkiem.!
Mówiłam, że proste.!


Jak już wiecie dwa tygodnie temu promowałam swoją szkołę, VIA Design, w Polsce. Dwa lata temu miałam napięty grafik, ale teraz to był hardco...

Jak już wiecie dwa tygodnie temu promowałam swoją szkołę, VIA Design, w Polsce. Dwa lata temu miałam napięty grafik, ale teraz to był hardcore. Nie narzekam, bo było super. Już dawno nie czułam się tak zajebiście. Potrzebowałam tego tygodnia. 



Z tego powodu, że połączenia z Danii do Polski są po prostu beznadziejne nalatałam się za wszystkie czasy. 6 dni w Polsce = 6 lotów. Przygodę zaczęłam już w niedzielę, kiedy miałam lot z Billund do Frankfurtu i z Frankfurtu do Wrocławia, w którym byłam dosłownie kilka godzin. Jak dwa lata temu spaliśmy w hotelu Campanille. Jedyne co mogę powiedzieć złego na temat hotelu to okolica w jakiej się znajduje. Dojazd był tragiczny i musiałyśmy kilka razy krążyć, aby znaleźć parking hotelowy, bo nigdzie nie było znaków naprowadzających. Ale to taka krótka informacja gdybyście kiedyś chcieli tam wynająć pokój. 
Pierwsza szkoła do której się udałyśmy to dobrze przez nas znane Zespół Szkół Plastycznych im. Stanisława Kopystyńskiego . Myślę, że właśnie do takich szkół powinniśmy jeździć, jeżeli chcemy pozyskać studentów na fashion design. Prezentacja była bardzo udana, sporo osób zainteresowało się naszą szkołą, zwłaszcza kierunkami kreatywnymi. 
Następnie udaliśmy się do Zespołu Szkół numer 1, gdzie spotkaliśmy licealistów, którzy już mieli wiedzę na temat projektowania i szycia.! Panie Nauczycielki pokazały nam dzieła niektórych studentów, także mogę powiedzieć, że poziom jest wysoki. 
Ostatnią szkołą, do której pojechaliśmy tego dnia było Policealne Studium Zawodowe. Akurat uczniowie tej szkoły byli bardziej zainteresowani prezentacją Oli i Torstena, czyli  VIA Campus Horsens. Ach no tak zapomniałam napisać, że byliśmy tam w 4 osoby. 

I dzień pracy dobiegł końca, czas było zabierać walizki i jechać do Wałbrzycha.! Tym razem spaliśmy w hotelu Ibis Styles. Całe szczęście, że obok było spore centrum handlowe, bo dosyć wcześnie tam przyjechaliśmy i nie miałyśmy z Olą ochoty siedzieć cały wieczór w pokoju. Poza tym ja przyjechałam z zapaleniem gardła, a wiadomo cały dzień musiałam mówić, więc apteka na gwałt była potrzebna. 

Wtorek rozpoczęliśmy od prezentacji w I Liceum Ogólnokształcącym w Dzierżoniowie, gdzie towarzyszyła nam p. Agnieszka Depta z programu eduABROAD. Jak wiecie jest to DARMOWY program i nikt nie chce od Was ani grosza za pomoc w składaniu aplikacji. Ale to tak przy okazji. 
Następnie była Świdnica i III LO w Świdnicy. Jak widzicie całe dnie w rozjazdach. Ostatnim przystankiem "szkolnym" było 1 liceum z oddziałami dwujęzycznymi w Wałbrzychu. To są szkoły do których powinniśmy jeździć. Ludzie nas rozumieli, nie bali się języka angielskiego. Nawet była jedna osoba, która już złożyła aplikację na studia, ale w Horsens. 

We środę obudziłam się w Hotelu Piaskowym w Pszczynie. O matko.! Jakie tam mieli pyszne jedzenie, a jaka obsługa.. .! Jak najbardziej polecam.! 
Wracając do tematu, dzień jak co dzień jedna podróż goniła następną. Pierwszym przystankiem był Zespół Szkół nr 1 w Pszczynie. To była szkoła w której było mnóstwo pytań, duże zainteresowanie i przesympatyczna atmosfera. Może też dużym plusem było to, że z Olą prowadziłyśmy prezentację w j.polskim i się uzupełniałyśmy.
Następnie..  Powiatowy Zespół Szkół nr 2 im. Karola Miarki w Pszczynie. I ostatnia prezentacja odbyła się w Zespole Szkół nr 2 im. W. Korfantego w Jastrzębiu Zdroju. A następnie.? Podróż do Cieszyna i zakwaterowanie w hotelu Mercure. Dobrze, że miałyśmy dużo czasu wolnego, bo szybko skoczyłyśmy na małe zakupy do Bielsko-Białej :D. Uwierzcie mi, że odstresowanie po całym dniu prezentacji i podróży jest jak najbardziej wskazane.! Jeszcze miałyśmy szczęście, bo akurat było otwarcie nowego salonu Essie "Beauty Room" w jakimś centrum handlowym i załapałyśmy się na manicure w okazyjnych cenach. Mówiłam Wam kiedyś, że w Danii zwykły manicure kosztuje ok. 200zł.? No właśnie, to moja kolejna odskocznia od tematu.. 


Wracamy do czwartku. Ach czwartek już "krótszy" być nie mógł.. Dzień pracy rozpoczęłyśmy i zakończyłyśmy w Zespole Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych w Cieszynie. Tego dnia towarzyszył nam p.Dariusz Gazurek również z eduABROAD. Mimo, że to była tylko jedna prezentacja dzień był intensywny. O 15:00 miałyśmy lot z Katowic do Warszawy, a o 16:35 lot z Warszawy do Gdańska. To był pierwszy raz kiedy latałam tymi małymi samolotami. Myślałam, że umrę ze strachu. Odkąd mam Julkę i wiem co mogę stracić boję się podróżować. Naprawdę przez cały ten tydzień miałam mega ściśnięty żołądek i naprawdę stresowałam się przy każdej podróży. Zwłaszcza, że tyle ostatnio było informacji na temat tych katastrof lotniczych.. Ale dałam radę i czwartkowy wieczór mile spędziłam w Gdyni ;) Zakwaterowanie mieliśmy w Willi Admirał . Szczerze nie polecam.! Pokoje ładne, nie można powiedzieć, że nie. Wszystko w nich było. Ja akurat dostałam apartament, nawet z łóżeczkiem dla dziecka, ale okolica była straszna. Na zdjęciach tego nie widać, ale jak wyszłam na balkon to się załapałam. To był taki malutki domeczek otoczony wieżowcami. Szarymi, paskudnymi, a na dworze cały czas ujadały psy. Śniadanie jedliśmy obok biurka recepcjonistki, dosłownie. Z każdym krokiem podłoga wydawała dziwne dźwięki. Nie polecam.. 

I piątek zdecydowanie był moim ulubionym dniem, nie tylko ze względu na to, że za kilka godzin miałam zobaczyć mojego skarba, ale byliśmy w naprawdę świetnych szkołach. Pierwsza szkoła, czyli Zespół Szkół Jezuitów im. św. Stanisława Kostki w Gdyni, to szkoła prywatna. Tam ludzie wiedzą, że są koszta z którymi trzeba się pogodzić wyjeżdżając za granicę i dla nich to co mówiłyśmy wydawało się normalne. Ponadto to były drugie klasy liceum, więc mieli jeszcze czas żeby pomyśleć o tym co chcą w życiu robić i czy chcą aplikować do Danii na studia. Następnymi punktami w naszym busy planie było III Liecum Ogólnokształcące z Oddziałami Dwujęzycznymi oraz II Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Dwujęzycznymi. Tak, tak, tak.! Takie szkoły są jak najbardziej na tak.! Już sama nazwa szkoły mówi sama za siebie. Dwujęzyczne. Angielski dla nich nie był żadną przeszkodą, w zasadzie był najmniejszym problemem jeżeli mówimy o wymaganiach na studiach. Studia za granicą wydawały się dla nich oczywiste. Chętnie o tym słuchali, nie śmiali nam się w twarz, nie przeszkadzali, nie szeptali sobie do ucha. Bardzo duży plus za to. W tym dniu również towarzyszył nam p. Krzysztof Kwiatkowski, przedstawiciel eduABROAD. 
I to już by było na tyle. Cały tydzień w jednym poście. Ostatnie najcudowniejsze co może być to powrót do domku, oczywiście dwa loty, bo nic nie może być takie proste.! Przysięgam do przyszłego roku nie myślę o lataniu.. 


Osobiście chciałabym podziękować organizatorom (eduABROAD) całej "wycieczki", ale nie mam jak więc zrobię to tutaj. Również dziękuję mojej kochanej Helle, która mnie wspiera, motywuje i ponownie dała mi szansę reprezentowania szkoły w moim własnym kraju. Oli, z którą super się bawiłam przez cały tydzień.! Wszystkim uczniom, szkołom, nauczycielom, którzy nas gościli. Mam nadzieję, że część z Was zobaczę w Herning.! 
Dodatkowo dziękuję mojej mamie, że przyjechała specjalnie żeby zostać z Juleczką. Bez wsparcia rodziców, przyjaciół i Patryka guzik bym zrobiła, a poleciałabym chyba palcem po mapie.! 


Co potrzeba.?  * muszle TACO  *  0,5 kg mielone mięsa * sos pomidorowy  * mała puszka kukurydzy * 3 łyżki śmietany * woreczek ...

Co potrzeba.? 

* muszle TACO 
* 0,5 kg mielone mięsa
* sos pomidorowy 
* mała puszka kukurydzy
* 3 łyżki śmietany
* woreczek ryżu jaśminowego
* mała główka sałaty lodowej
* 2 pomidory
* mała czerwona papryka
* 2 małe salaterki
* 100 g tartego żółtego sera


Sposób przygotowania: 

Mięso mielone przyprawiamy solą, pieprzem i czosnkiem. Smażymy na oliwie z oliwek aż się zarumieni. Dodajemy sos pomidorowy i dusimy 2 minuty na małym ogniu. Ryż gotujemy według przepisu na opakowaniu. Sałatę, pomidory i paprykę kroimy w kosteczkę i przekładamy do miski. Mieszamy z dwiema łyżkami oliwy z oliwek. Osobno podajemy: odcedzoną kukurydzę, śmietanę, tarty ser żółty, mięsa z sosem, ryż i sałatkę. Łączymy składniki według uznania. Ja zawsze na początku smaruje taco śmietaną, wkładam do niego mięso z sosem i posypuję kukurydzą i żółtym serem. Osobno na talerz nakładam ryż i sałatkę.! Pychotka.!



*Photoshop w telefonie niezawodny -.- 


22 lata i taki dorobek..  W ogóle nie czuję się na te 22 lata.  Kiedyś, jak byłam mała, czekałam jak szalona na urodziny, prezenty- bo dz...

22 lata i taki dorobek.. 

W ogóle nie czuję się na te 22 lata. 
Kiedyś, jak byłam mała, czekałam jak szalona na urodziny, prezenty- bo dzieci na to czekają najbardziej. A teraz.? Nie mam nawet z kim dobrze się wina napić, bo większość dziewczyn pojechała na Święta, a te co zostały to pracują nad projektem. To jest minus mieszkania za granicą i obchodzenia urodzin w czasie świątecznym. 

Ostatnio nie jestem sobą. Chodzę jakaś przygnębiona, zgaszona. Już mnie wszystko dobija i wszystkiego się czepiam. Mała jest chora, także 4 noce mam mega nieprzespane, bo wiadomo jak to jest. Człowiek nasłuchuje czy dziecko jeszcze oddycha, sprawdza co chwilę temperaturę, bo 40 stopni to już nie żarty. Dodatkowo Julka cały czas jest na cycku, także co kilka godzin budzi się spragniona. Przez to wszystko chleje Pepsi jak szalona (potrzebuje kofeiny). Po tych wszystkich latach powinnam zostać twarzą Pepsi, bo tyle ile pieniędzy to pochłonęło to szok, a ile sobie ostatnio kg wpakowałam dzięki temu.? Kolejny szok ;) 

W domu już wytrzymać nie mogę. Syf jak nie wiem, wszystko jest wszędzie, bo wiadomo okres pakowania etc. Udało nam się kanapę z salonu sprzedać, także teraz mamy taką leżankę zrobioną z nowego narożnika, którego części porozkładane są po całym mieszkaniu. Jeszcze na domiar złego w każdym możliwym miejscu można się zabić o zabawki małej. Ale przecież mama miała wczoraj urodziny to kupiła dziecku bujaczek z owieczką, bo był taki śliczny.

Wykańcza mnie to wszystko. Nie wiem jeszcze czy dostanę to nowe mieszkanie 3 dni wcześniej, mimo, że nic w nim nie robią poza malowaniem ścian i wymianą zlewu.. Ja zaraz wyjeżdżam na to promowanie szkoły i chciałam, żeby moja mama miała swój pokój, a nie musiała spać na naszej leżance, ale to jest chyba mission impossible.. 

Mam już dosyć tego, ze wszystko jest na mojej głowie. Chyba wolałabym jednak pracować, bo bycie "panią domu" jest najbardziej wymagającym i niedocenianym zawodem na świecie. Co z tego, że odkurzę mieszkanie jak za 5 minut mała przyjdzie z chlebkiem i okruszki będą wszędzie.? A że chlebek lubi tylko z białym serkiem, to wiadomo, że podłogę też trzeba kilka razy dziennie przetrzeć. 

I takie urodziny.. Sprzątanie, pakowanie i gotowanie.! Huhuhu ten jeden, wyjątkowy dzień w roku.! ;)