Latest Posts

Co potrzeba.?  * opakowanie biszkoptów * opakowanie mascarpone * 4 łyżki cukru pudru * 2 jajka * filiżanka kawy * kieliszek whisky *...

Co potrzeba.? 

* opakowanie biszkoptów
* opakowanie mascarpone
* 4 łyżki cukru pudru
* 2 jajka
* filiżanka kawy
* kieliszek whisky
* kakao

Sposób przygotowania: 

Kawę parzymy i dodajemy do niej kieliszek whisky. Białka ubijamy na sztywną pianę stopniowo dodając cukier puder. W osobnej misce ubijamy mascarpone z żółtkami. Wszystkie składniki łączymy. Biszkopty moczymy w kawie (dosłownie przez sekundę). Układamy na dnie naszego naczynia (ja użyłam blaszki do pieczenia), następnie przekładamy serem i znowu biszkoptami. Liczba warstw zależy od nas. Ostatnia warstwa powinna być serem. Gotowe tiramisu wstawiamy na 3h do lodówki. Przed podaniem posypujemy kakaem. 


Co potrzeba.? * makaron penne * puszka tuńczyka w oleju własnym  * 0,5 kg pieczarek * 3 łyżki śmietany 18% * pieprz * oliwa z oliwek ...

Co potrzeba.?

* makaron penne
* puszka tuńczyka w oleju własnym 
* 0,5 kg pieczarek
* 3 łyżki śmietany 18%
* pieprz
* oliwa z oliwek

Sposób przygotowania. 

Makaron gotujemy w osolonej wodzie. Pieczarki obieramy ze skóry, myjemy i kroimy w kosteczkę. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek. Podduszamy pieczarki przez 5 min. Następnie dodajemy puszkę tuńczyka i 3 łyżki śmietany. Doprawiamy do smaku. 



I stało się. W końcu poszłam do pracy, na jeden dzień, bo na jeden, ale zawsze.! Nie ma to jak molestować kierowniczkę na wszystkich możli...

I stało się. W końcu poszłam do pracy, na jeden dzień, bo na jeden, ale zawsze.!

Nie ma to jak molestować kierowniczkę na wszystkich możliwych platformach społecznościowych aby tylko dała Ci pracę. No cóż jak nie drzwiami to oknem, a osiągnę to co chcę. Jak już milion razy wspominałam strasznie ciężko tutaj o pracę. I nie myślcie, że jak przyjedziecie z Polski to powiedzą "Tak to właśnie Ciebie chcę". Nikt nie głaszcze i nie całuje po stópkach. Za pracą trzeba się nachodzić. Ale za to wystarczy kilka godzin w pracy i stać Was na jedzenie przez tydzień. Realia. 

Tak więc dzisiaj pracowałam. Pamiętacie jak kiedyś mówiłam, że w MCH mamy różne targi i dwa lata temu robiłam hamburgery.? No to tym razem byłam w restauracji, która miała być samoobsługowa, ale dziwnym trafem nie była. A ja z koleżanką byłyśmy od wszystkiego. Nawet ciężko mi powiedzieć gdzie mnie dzisiaj nie było. Sprzątałam talerze, myłam stoły, ogarniałam zmywak, musiałam zapakować i rozpakować wózki z brudnymi naczyniami, które były strasznie ciężkie i powinna to być robota dla facetów. No, ale mniejsza o to praca jak praca trzeba ją wykonać, jednak chamstwa w gratisie nie chciałam, a dostałam.. 

Wyobraźcie sobie. Stoi dziewczyna przy takim wózeczku i segreguje talerz do talerza, kubek do kubka etc. Na swoim magicznym wózeczku nie ma już miejsca, ludzie jej wrzucają te naczynia wszędzie, a najlepiej prosto w rączki. Szklanki lecą, ludzie zniecierpliwieni, a ona ma ochotę się rozpłakać, po czym podchodzi pani wylansowana na maxa i do niej z uśmiechem na twarzy "gdybyś się uczyła nie musiałabyś tu pracować". Dobrze, że byłam naprawdę zajęta, bo myślałam, że jej zrobię krzywdę. Wszyscy wiedzą, że na takich imprezach pracują studenci, aby sobie zarobić na życie w Danii, a nie bo to lubią. No, ale nic, pod nosem sobie pogadałam i było dobrze. 

Druga sytuacja. Znowu zawalona naczyniami stoję sobie przy magicznym stoliczku a jakaś babka podchodzi do mnie i mówi "No młoda damo jeszcze mój stolik został do wyczyszczenia. Przecież nie będę jadła przy brudnym". Na co jej odpowiedziałam, że 2 min i to zrobię, bo muszę zebrać brudne naczynia. A ona obrażonym tonem do mnie "masz to zrobić teraz. Jak wrócę z jedzeniem, ma być czysto." Coo.?! W zasadzie z koleżanką byłyśmy same na bardzo dużej sali. Godzina obiadowa, Duńczyk na Duńczyku siedział, babka ledwo znalazła miejsce bo taki tłok i do mnie z takimi wymaganiami. Najlepsze jest to, że na sali było napisane, że samemu trzeba odnosić naczynia, no ale po co skoro studenci zrobią to za nich. Już nie wspomnę, że niektórzy traktowali nas jak kelnerki i nas przywoływali, żeby zabrać im talerze..

Później poszłam na zmywak, żeby rozpakować cały wózek z brudnymi rzeczami, to dostałam opieprz od kierowniczki, że nie jestem na sali. Kiedy jej wytłumaczyłam, że nie mam gdzie kłaść tych rzeczy to stwierdziła, że jej to nie obchodzi i ja mam tam wrócić. No to wróciłam, a dziewczyna ze zmywaka ledwo się uwijała tam. 

Jeszcze najlepsze jest to, że z koleżanką miałyśmy największy zapiernicz i jako ostatnie dostałyśmy przerwę na obiad, tylko dlatego, że szefowa zapytała czy byłyśmy, bo wszyscy inni o nas zapomnieli. Dodatkowo musiałyśmy zostać godzinę dłużej no bo kto inny niby ma wyczyścić cały sprzęt do gotowania. Takze dzisiaj dostałam trochę po tyłku, ale cóż żadna praca nie hańbi i czasami trzeba upierdzielić sobie ręce w czyimś sosie ;) 


Jednak po 8h w pracy widok swojego maluszka jest bezcenny.! <3

Moje życie nabiera coraz więcej kolorów. Z dnia na dzień jest coraz lepiej.! Dzisiaj o tym jak poznałam Matkę Polkę w Herning.! Dzień jak ...

Moje życie nabiera coraz więcej kolorów. Z dnia na dzień jest coraz lepiej.! Dzisiaj o tym jak poznałam Matkę Polkę w Herning.!

Dzień jak co dzień, robiłam zakupy w KIWI (mały supermarket pod domem). Już zapłaciłam, zabrałam się za pakowanie zakupów i nagle usłyszałam "no już niunia idziemy". Oglądam się za siebie, a tam kobitka z dzieckiem w wózku. Bez namysłu podeszłam do niej i zapytałam czy jest Polką (oczywiście jakby miała mnie zrozumieć gdyby nie była), a ona odpowiedziała, że tak. No to ja dalej "A ile latek ma Pani dziecko". Ona spojrzała na mnie jak na jakąś wariatkę i tak niepewnie odpowiedziała, że 1,5 roku. A ja jak ta wariatka ucieszyłam się i wyskoczyłam do niej "Boże jak cudownie. Moje dziecko ma roczek i bardzo bym chciała zaprzyjaźnić się z inną matką z Polski". Kobitka od razu podłapała temat i do mnie, że ona o tym samym myślała. Czy mogło być piękniej.? Dzieciaczki w podobnym wieku, dwie dziewczynki. Jak się później okazało mieszkamy na tej samej ulicy, obie jesteśmy z zachodniopomorskiego. No kurczę, przeznaczenie.! 
Oczywiście po 10 minutach wymieniłyśmy się nazwiskami i numerami telefonów. 

Przyleciałam do domu taka szczęśliwa, Patryk patrzył na mnie jak na tą wariatkę. Ale sami pomyślcie. Robicie zakupy w sklepie i widzicie Polkę z dzieckiem, no nie zapytasz.? No zapytasz.! Zwłaszcza kiedy chcesz, żeby dziecko wychowywało się z innymi dziećmi. 

Dzisiaj po raz pierwszy się spotkałyśmy. Jej córeczka jest taka słodziutka, energii ma tyle co moje dziecko, także małe odbierają na tych samych falach. Dorota też jest bardzo sympatyczną, równą kobitką. Oj nawet nie wiecie jak się mega cieszę. Mimo, że jest między nami 10 lat równicy to tego tak się nie odczuwa. Obie jesteśmy matkami, także tematy do rozmów sypią się jak z rękawa.! 

Może jest jeszcze jakaś mama w Herning, która właśnie to czyta i bardzo chciałaby się z nami zaprzyjaźnić.? ;) 

Kto by pomyślał, że on takiego małego dziecka można tak się zarazić.  Już podczas zeszłego weekendu Julka nam lekko gorączkowała. Jednak n...

Kto by pomyślał, że on takiego małego dziecka można tak się zarazić. 

Już podczas zeszłego weekendu Julka nam lekko gorączkowała. Jednak nie przejełam się tym aż tak ponieważ cały czas pchała rączki do buźki, więc obstawiałam, że to przez ząbki. Weekend minął, w poniedziałek też nie poszła do żłobka, bo po co kusić los. We wtorek poszła do żłobka tylko na 5h sama. Jak ją zostawiałam to smutnym głosikiem powiedziała "mama" i tyle. Złapała zabawkę i się bawiła. Byłam pewna, że nic jej się złego nie dzieje i to raczej ja mam problem z tym, że ona tam została. Ale jak się później okazało mała dosyć mocno tam płakała, przez 2h nie chciała nic zjeść, była marudna, widać, że tęskniła za mną. Potem poszła spać w wózku, jestem pewna, że przez dobre 15-20 minut była afera. W końcu to Julka, która ma swoje widzimisie. Kiedy odbierałam ją ze żłobka bidulka siedziała taka smutna i się bawiła zabawką. Od razu po oczkach widziałam, że tęskniła. Jak tylko powiedziałam "Juleczka" to przybiegła do mnie i nie chciała mnie puścić nawet na minutkę. Nawet Patryk nie mógł jej wziąć na ręce, bo od razu rwała się do mnie. Taki mój mały słodziaczek, w końcu doczekałam się momentu, że moje dziecko przybiega do mnie i tuli się całą sobą. 
Po powrocie do domu jak zawsze ucieszyła się na widok zabawek, ładnie zjadła i poszła spać. Wieczór minął nam przyjemnie, aż tu naszła noc. Mała dostała takiego kaszlu, ataku. W pewnym momencie miałam wrażenie, że zaraz się udławi tym kaszlem. Już chciałam dzwonić na pogotowie, bo byłam przerażona, ale ją oklepaliśmy i było okay. Później 2 razy zdarzyła się podobna sytuacja, ale oklepywanie działało nadal. Rano szybko poleciałam do lekarza ją zarejestrować, bo oczywiście nie mogłam się tam dodzwonić (mimo, że rozumiałam, co do mnie mówią). 
Okazało się, że jest przeziębiona i to gardło jest lekko powiększone, ale to nic groźnego, musi to zwalczyć i żadnych lekarstw lekarz nie przepisał. Może to dobrze, może nie, my robimy inhalacje codziennie i to jej zdecydowanie pomaga. 

Jednak dwa dni minęły, Julka coraz lepiej wygląda i się czuje, ale mnie zcięło. Gardło mam zawalone, głowa mi od rana pęka, albo jest mi zimno, albo gorąco. Szału idzie dostać. 
Na szczęście mamy teraz długi weekend także obie odpoczniemy i mam nadzieję, że wyzdrowiejmy. Masakra boję się, że ta sytuacja będzie się powtarzała z tym żłobkiem.. Niby fajnie dziecko pobawi się z rówieśnikami, ja trochę odpocznę, ale ryzyko chorób jest ogromne. 
Także tyle się u nas dzieje na razie.


A..! Dostaliśmy mieszkanie.! Huhuhuhu.! W kwietniu wielka przeprowadzka.! W kwietniu też zawitam na Śląsku jako reprezentantka VIA DESIGN.! A no tak już nie jesteśmy TEKO.! Jesteśmy VIA DESIGN.! Więcej informacji wkrótce ;)